W SKLEPIE KOŁO PRZYSTANKU
ON - No? Kupiłaś co miałaś kupić? Rusz się, bo nam dyliżans ucieknie.
Fafkulec – Tak, zaraz, już, prawie.
O – No co tak stoisz bez sensu?!
F – Co bez sensu? Sam jesteś bez sensu. Ja tu wybieram.
O – CO wybierasz?!
F – Oj… bo Marlboro Goldy są dobre, ale za grube; Davidoffy mają ładne pudełeczko, ale mi się znudziły; Slimy są fajne cienkie, ale za słabe; a Camele pociągają mnie swoim błękitem w tle piramidy. Oprócz tego jeszcze nie wiem czy chcę zwykłą colę i mieć cukrzycę, czy colę zero i mieć raka żołądka od słodzika.
O -???!!!
…
O (po pierwszym szoku) – Wyjdź. Ja kupię.
…
F – Masz?
O – Trzymaj. (Marlboro goldy i Davidoffy.)
F -E?!
O (ze spokojem) – Sobie przełożysz do ładniejszego pudełeczka.
F – Ale one są GRUBE!
O – Ja Ci je ścisnę.
F – Ty jesteś nienormalny.
O – JA?!!!
***
F – A picie?
O. podaje mi ohydnie zdrowego kubusia.
F – Fuuu! Nie. Ja chcę colę! Kwas ortofosforowy mi potrzebny, kapisz? Na głodzie jestem porannym!
O. zabiera kubusia, znika w sklepie, za chwilę wychodzi z dwiema butelkami coli. Zwykła i zero.
F (triumfalnie) - Widzisz, ty też nie umiesz wybrać!
***
Epilog.
Autobus jednak uciekł.
zdaża sie najlepszym
Najgorszym też