Niezmiennie jakoś ckliwie. Że kasztany i przemijanie takie tam.
Ciepło i sucho nawet.
Skarpetki mnie ściskają, buty uwierają, gumki w gatkach pękają w nieodpowiednich momentach, nadal nienawidzę staników i ściskających zbyt bujne uda spodni.
Drzwi w autobusach czasem zamkną się zbyt szybko. Zbyt późno sięgnę po telefon. Na zbyt dużą moc ustawię mikrofalę. Fafkulcowe status quo.
Mam fazę na naleśniki z twarogiem. Nieprzemijającą od jakichś 3 miechów. Czy to już znaczy, że koniec jest bliski, Panie Doktorze?
Kredyty takie akurat-dla-Fafkulca przestali dawać. Znaczy się już zawsze będę gniła w drodze tułaczej i mogę przestać się łudzić wizją własnego kącika. Ever.
Boleśnie zbyt z tyłu głowy zaczyna majaczyć myśl okropniaście świątecznie nieprzyjemna.
Nienawidzę.
Nie znoszę.
Fuj.
A kysz.
Czy człowiek przeciętny (tudzież przeciętny Fafkulec) po ciężko przepracowanym roku pełnym depresji i idiotycznie beznadziejnych kłopotów wszelkiej maści nie ma prawa do odrobiny odpoczynku?
Nie ma.
Będą go gnębić. Rozliczać. Z wykształcenia, pracy, życia, figury (tudzież jej braku), stanu cywilnego, rodzinnego, potomczego oraz koloru obuwia. Znajdzie się jeszcze chwila na wytknięcie potrzeby założenia aparatu ortodontycznego oraz usunięcia garbeczka nosnego.
Buuu!!!
No nie znoszę no.
Panie Doktorze.
Poproszę receptę. Pilnie. Może być 100% płatna, przeboleję.
Na ciszę. Na spokój.
Od przed-wigilii do po-noworocza.
Proszę?
Błagam?…
Żadnych wakacji. Fafkulec cicho.
Roz….na wizja własnego kąta. Fafkulec cicho.
Wstrętne tabletsy co to niby miały uleczyć fafkulcowe trzewia cudownie, a dodają bezlitośnie kilogramów. Mordka jak księżyc w pełni. Fafkulec cicho.
Ale ten jeden raz w roku Fafkulec nie będzie cicho. Nie będzie z zaciśniętymi zębami, dzielnie przyjmował tego, co niesie mu tak zwany “los”.
Zasłużono.
Soł.
Kto wyjeżdża na święta i trzeba mu podlewać kwiatki?
Spokojnie, spokojnie, nie wszyscy naraz…
Ech.
Panie Doktorze…

w sumie to my się zmywamy,dam znać jak i co,ale trzeba podlewać koty zamiast roślinności,uprzedzam bo roślina cię nie oblezie w nosy i nie zaśnie ci na nodze na przykład,no przynajmniej każda przyzwoita roślina…
Tu miało To Być:>
Żaba mówi:
20 listopad 2008 at 8:43 pm
Ja niestety nigdzie nie jadę;)
Ale kwiatki możesz podlewać i koty karmić jak chcesz
Skaf_
–> Proszę mi się tu nie nabijać. Ja poważnie o wpuszczaniu obcego fafkulca do własnego osobistego domu mówię! /piszę…/
Żabo
–>