Pogoda ma wahania nastroju. To tak jak ja.

Stres, wiek, hormony, pora roku? Eee. Nie. Taki typ raczej.
I. Nie znoszę, jak ktoś w odruchowo wmawia ciążę, tylko dlatego, że zjadłam więcej niż jednego kiszonego ogórka na raz.
A z okazji rozpoczęcia moich corocznych dolegliwości związanych z syndromem “Panie doktorze, nienawidzę świąt”, słucham tematycznej materii muzycznej.
(Aktualnie najbardziej prześladują mnie “The Happy Elf” w wersji H. Connick’a Jr. i “The Man With The Bag” Diany Krall
)
Mam ostatnio niepokojący objaw. Płacę za coś i jak wyciągam rękę z kasą, to mi się we łbie automatycznie dana suma przelicza na liczbę przeharowanych w pocie czoła godzin. I szlag mnie trafia.
Oprócz babcinego ciasta (w duuużych ilościach i spożywanego koniecznie w symultanie z ukochaną Lukrecjową kuzynką, która ma wtedy diabelskie iskry w oczach) niewiele rzeczy jest mnie w stanie ostatnio wprowadzić w błogostan. A i ta wersja nie pozostaje bez obciążeń… stan żołądka i wyrzuty sumienia nie pozwalają na częste stosowanie tego magicznego leku.
Chyba poszłabym na kina. Najlepiej na jakąś pierdołę.
Syzyfuję wciąż.
rozumiem że adres bez zmian pozostał:)
wszelkie zmiany prosze kierowac neizwłocznie na maila
Szczególnie ten wiek;)