
***
Nie było czasu na odnowę psyche.
Trudno. Może później (Znaczy kiedy? Ech.)
***
Tułając się po kraju w ramach służbowego wygnania zdążyłam:
- wynaleźć gdzieś kolejne zapalenie zatok (jak ja to kocham);
- przestraszyć się niespodziewanego (choć jak się potem okazało- całkiem oficjalnego) niedźwiedzia i narobić przy tym wiochy (ej, ale chyba to jednak można uznać za dobry uczynek, jeśli na twarzach zmęczonych życiem współprzechodniów wywoła się swym zachowaniem uśmiech?);
- na zmianę pocić się jak mysz (mysz się poci?) i marznąć jak nie wiem co;
- pokłócić się z moją po-drodze-odwiedzoną-i-raz-na-sto-lat-widziana babcią na tematy niemal wszystkie (niedobry Fafkulec, za mało tolerancyjny);
- wkurzyć się na rozkopanie miasta, którego i tak dobrze nie znam, a jak jest rozkopane, to już w ogóle nie mogę dotrzeć tam gdzie chcę;
- przeżywać, że jestem już kawał drogi od domu, a czas nie pozwala mi odwiedzić takich różnych fajnych osób, płazów(które mi przysyłają ubranie ), albo części odzieżowych (które przysyłają książki i różne dziwne rzeczy);
- dostać choroby lokomocyjnej w PKS-ie;
- o mało się nie zesikać w gacie na pokładzie ww. środka transportu;
- zgubić spodnie i nie zdążyć ich złapać zanim doszły do poziomu łydek (nie, nie schudłam, rozciągnęły mi się cholery po praniu chyba), bo łapy zajęte siatkami z bezwstydna ilością czereśni (pozytyw: na wygnaniu czeresienki dwa razy tańsze niż w domu);
- nabić sobie nie wiem jak, nie wiem czym i nie wiem kiedy gigantycznego kilkuwarstwowego i wieloodcieniowego siniolca na płaszczyźnie plennej w okolicach prawej nerki.
No i wiele więcej, ale co tam będę wypisywać.
I jak zwykle mam tyleee do zrobienia i tak mało czasu i pogoda taka dziwna, mieszana, nieprzewidywalna, nie wiadomo można się ruszyć na chwilę czy nie. Ja ciągle w kolorze przeciętnego prosiaka, powłoka cielesna uporczywie domaga się minimalnej choć dawki rakotwórczego i zabójczego i złeeego ze wszechmiar promieniowania.
Poziom znerwicowania ogólnego bez zmian. Średnia liczna wkurwów pospolitych nawet mniejsza.
A słońce robi mi coś dziwnego z gałkami ocznymi- chyba przestaję tolerować soczewki. Tragedia!
I nie mogę się dostać do własnego archiwum, bo eblog się wziął uparł i mi się w ogóle nie wyświetla.
Bu.
Już się wyświetla;) Mi też się nie wyświetlał:>
Uwielbiam czereśnie ale boje się jeść. Z doświadczenia wiem, że tylko pierwszy zbiór nie posiada w środku robaków. Kupowane w tym okresie w nie obfitują. Ale kilogram pierwszych zjadłam, nawet jeśli były z robakami:]
I wzięła i mnie nie odwiedziła:( Mogłaś choć esemesa wysłać, to może ja bym dojechała do Ciebie:-P
Nie mogłam Żabciu.
W Stolycy byłam zaangażowana czasowo w 100%.
U rodziny na chwilkę będąc na 150%.
Z pociągu na autobus, z autobusu na pociąg. Zero luzu.
Jeszcze nadrobimy. Na pewno
o.
tak dużo nie-dobrego
.. a na siniolca to buziole fafkulcowego męzczyzny, o!
.. a znaczy się, że fafkulec to gdzieś był? ;> i ja nic a nic nie powiadomiony? ;> żadnej karteluszki urlopowej ni nic (:
ściskam Cię soczyście :*
no prosz! to ja sobie poczekam aż zdobędziesz wolne i pojedziemy zaatakowac niczego nieświadomą skafandre :>
a i mnie oczy bolą od słońca, co dziwniejsze, soczewek nie noszę jakieś pół roku. może to jakieś uczulenie słonecznooczne?
ha ja zamiast siniaków mam ostatnio RYSY,jedną w okolicach nerrek jedną na goleni jedną jeszcze gdzieś tam
bo już się nie Obijam tylko Ocieram!
Weż Fafkulcze zjedź 10 lipca do do Gliwic i pojedziemy do Krakowa;)
znaczy sie przenioslas w najlepszym odpowiednim momencie
gliwice?
fafkul w gliwicach?
…
…
..
dupa
10 to wtorek ;/
i zmien szkła
na jednodniowe noszone przez np tydzien
Owco –> Raczej nie słonecznooczne. Od niemal tygodnia słońca prawie nie ma, deszcz się panoszy, a oczy nadal zdychają. Nie mam sił i czasu na przeprowadzenie dokładnego dochodzenia w sprawie przyczynowości.
Skaf_ –> A wiesz, że ocieractwo, to się normalnie leczy?! Uważaj, żeby Ci się nie przerodziło w nerwicę natręctw albo inne nie wiadomo co.
Żabolcu –> Po pierwsze: to jest środek tygodnia! Po drugie: to bez znaczenia, bo i tak pracuję 7/7… Na razie do pierwszej dekady sierpnia zapierdzielam jak mały motorek. A grafik “na potem” dostane dopiero na początku miesiąca.
Dott –> 1) Żaba sieje pogłoski ;-P
2) A próbowałaś już takiego hardcoru z soczewkami? Działa?
Żyjesz? Nie oślepłaś? Ja na razie tylko z braku czasu i kasy
“przenaszam” miesięczne do 2 m-cy, ale zawsze tak robiłam…
Bardzo zafascynowałaś mnie tą nową myślą. Muszę zdobyć się
na odwagę i zorientować się finansowo. Buziol za natchnienie. (A
i nie muszę oczywiście dodawać kogo będzie straszył mój duch,
jak przez to do reszty oślepnę? ;-D )
działa
od 3 lat dziala jak złoto
i komfort jest bo sie na wyjazdach nie piernicze z płynem tylko biore soczewy nowe hermetycznie i higienicznie zapakowane
swoje sciagam ze slepiow i zakladam czyste nowe ;]
a ja przez ok. 9 lat nosiłam trzymiesięczne bauscha, były bdb, tanie i wygodne
a ja nosze okulary i zbieram na operacje hahahahaha
ha:|
operacja chyba jest fajna, ale ja to jednak mam obawy, ze mi zepsuja jeszcze bardziej, albo ze sie okaze, ze jedna nie wystarczy a kolejne wiadomo, tez kosztuja, poza tym dorzucmy do zwyklej krotkowzrocznosci astygmatyzm, to jeszcze komplikuje sprawe
operacja moze sie skonczyc dramatycznym pogłębieniem wady
albo całkowitym wyleczeniem
miałam wsrod znajomych oba te przypadki.
więc zastanawiam się ktory padnie na mnie ;]
wole poczekać i nosić te szkła
łał, Fafkulec odpowiedziała na komentarz! jestem w szoku! No to ściskam!!!
albo utyć, albo gumkę w portki wciągnąć:)